Wybierz język

Polish

Down Icon

Wybierz kraj

Spain

Down Icon

„Słucham więcej muzyki z przeszłości niż z teraźniejszości”: w wywiadzie udzielonym Matteo Bocellemu z okazji premiery jego drugiego albumu

„Słucham więcej muzyki z przeszłości niż z teraźniejszości”: w wywiadzie udzielonym Matteo Bocellemu z okazji premiery jego drugiego albumu
Matteo Bocelli jest spadkobiercą nazwiska będącego synonimem elegancji i wirtuozerii. Poza oczywistym dziedzictwem, wytyczył własną ścieżkę muzyczną, a jego głos łączy w sobie ciepło, technikę i autentyczność. Syn włoskiego tenora Andrei Bocellego, Matteo zbudował karierę, która płynnie łączy muzykę klasyczną z popem, łącząc ją z publicznością na całym świecie.
Międzynarodowy przełom Matteo nastąpił w 2018 roku wraz z utworem „Fall On Me”, emocjonalnym duetem z ojcem, który znalazł się na albumie „Sì”. Od tego czasu rozpoczął karierę solową singlami takimi jak „Solo” i debiutanckim albumem „Matteo” (2023), na którym znalazł się utwór „Chasing Stars” skomponowany przez Eda Sheerana. Brał również udział w projektach specjalnych, takich jak świąteczny album „A Family Christmas” z Andreą i siostrą Virginią, a także ścieżka dźwiękowa do filmu „Three Thousand Years of Longing” z Idrisem Elbą i Tildą Swinton.
12 września ukaże się album „Falling in Love”, nowy utwór, który, jak sam opisuje, odzwierciedla jego pragnienie nagrywania z żywymi instrumentami i muzykami , uchwycając energię otoczenia. Do tej pory ukazały się tylko dwa z jedenastu utworów, które złożą się na nowy album, w tym „My Story Between Your Fingers” z udziałem samego Gianluki Grignaniego.
To nowa wersja klasyka, którym Grignani podbił Włochy w 1995 roku i przekroczył granice, stając się romantycznym hymnem. Połączenie tych dwóch pokoleń nie tylko przywraca moc oryginalnej pieśni, ale także nadaje jej świeżość i wrażliwość, które przemawiają do nostalgii tych, którzy dorastali z nią, i do uszu nowej publiczności.
Co zauważyłeś w karierze swojego ojca, co skłoniło cię do zastanowienia się nad tym, czego chcesz, a czego nie chcesz dla siebie?
Każda kariera ma swoje pozytywne i negatywne strony. Wśród pozytywnych, bez wątpienia, muzyka wyróżnia się przede wszystkim, ponieważ ma zdolność uzdrawiania duszy. Ma tę moc. Poza tym – co jest oczywiście główną siłą napędową, która popycha cię do robienia wszystkiego, czego wymaga kariera – są podróże, możliwość spotykania tak wielu ludzi. A to wzbogaca zarówno duszę, jak i serce, a także wiedzę. Jeśli chodzi o aspekty negatywne, niewątpliwie jest to fakt, że często jest to stresujące psychicznie – ponieważ czasami stajesz w obliczu sytuacji, które wywołują lęk lub strach – i fizycznie, ponieważ jesteśmy ciągle w ruchu, podróżujemy samolotem, z ciągłymi zmianami strefy czasowej, których ciało w końcu nie toleruje. Jednak ostatecznie, kiedy robisz coś, co kochasz, nie ma wyzwania, któremu nie mógłbyś sprostać.
Porozmawiajmy o utworze „My Story Between Your Fingers”. Dlaczego akurat ten?
„My Story Between Your Fingers” to piosenka, która ukazała się jeszcze przed moimi narodzinami – pochodzę z 1997 roku – i, jeśli się nie mylę, ukazała się między końcem 1994 a początkiem 1995 roku. Odniosła ogromny sukces nie tylko we Włoszech, ale na całym świecie, docierając nawet do Ameryki. To piosenka, której wpływ przetrwał pokolenia i zawsze jest grana w radiu. Jako dziecko uwielbiałem ją śpiewać. Dlatego chciałem ją nagrać. Chociaż po wydaniu muzyka należała do wszystkich i nie musiałem prosić o pozwolenie, z szacunku chciałem skontaktować się z Gianluką Grignanim, aby dać mu znać, że jego piosenka znajdzie się na moim nowym albumie. Kiedy ją usłyszał, był tak pod wrażeniem nowej wersji, że chciał ją nagrać ponownie. Tak narodził się ten duet, co mnie ekscytuje, ponieważ, jak powtarzam, dorastałem z muzyką Gianluki, a zwłaszcza z tą piosenką, która zawsze mnie poruszała.
Odświeżenie klasyki to zawsze wyzwanie. Co było największym wyzwaniem?
Nagranie klasyka to zawsze ogromne wyzwanie, bo to nie tylko piosenka wydana przez Gianlucę Grignaniego, ale i ta, którą sam napisał. Kiedy wykonuje się singiel skomponowany przez osobę, która go po raz pierwszy zaśpiewała, przebicie oryginału jest niemal niemożliwe. Ale, jak już wspomniałem, muzyka należy do wszystkich; nie ma czegoś „dobrego” ani „złego”, tylko to, co każdy czuje. Podszedłem do tego utworu z najwyższą autentycznością, dokładnie tak, jak go postrzegałem. Moja wersja jest nieco bardziej rytmiczna, z nieco innym klimatem. Nie chcę powiedzieć, że mniej romantyczna, ale z pewnością inna. Myślę, że to właściwy sposób podejścia do klasyki: uczynić ją swoją. Kopiowanie czegoś, co już istnieje, byłoby dla mnie błędem. W operze, na przykład, trzeba uszanować to, co napisał kompozytor. Jeśli wykonuje się Pucciniego, nie można przekształcić go w wersję rockową… No cóż, można (śmiech), ale myślę, że to o wiele bardziej rygorystyczny świat. W muzyce pop panuje natomiast większa swoboda; piosenkę zawsze trzeba interpretować na swój własny sposób.
Czy uważasz, że muzyka dawniej była lepsza od dzisiejszej?
Nie mogę odpowiedzieć na to pytanie lekko. Jeśli już, to po to, by je dogłębnie przeanalizować. Osądzanie nie jest moją mocną stroną; wolę tworzyć coś, co ma dla mnie jakiś cel. To prawda, że ​​słucham więcej muzyki z przeszłości niż z teraźniejszości, ale to nie znaczy, że jest lepsza. Po prostu bardziej pociąga mnie to, co było wcześniej. Jednocześnie słucham dużo muzyki współczesnej. Dla mnie, na przykład, Ed Sheeran jest jednym z najwspanialszych artystów, jacy kiedykolwiek istnieli. Każdy artysta ma swoje mocne strony; nie sądzę, żeby istniał „najlepszy” lub „najgorszy” artysta, są po prostu rzeczy, które się lubi lub nie lubi.
Skoro rozmawiamy o muzykach, których lubisz, jacy artyści, oprócz twojego ojca, mieli wpływ na twoją muzykę?
Nie wiem, czy jest jakiś konkretny artysta, który mnie zainspirował. Ważne jest, aby czerpać z każdego z nich to, co najlepsze. Dorastałem słuchając Lionela Richiego, Eltona Johna i oczywiście The Beatles. Dla mnie ta trójka była najlepsza, jaka kiedykolwiek istniała. Uwielbiam też Queen, nie tylko za muzykę, ale za charyzmę, którą Freddie Mercury emanował na scenie. I oczywiście Franka Sinatrę. Wszyscy oni przyczynili się do wzbogacenia historii muzyki.
Jak ewoluowała Twoja tożsamość artystyczna od momentu jej powstania do dziś?
Zdecydowanie bardzo się rozwinęło. Im więcej tworzysz muzykę, tym bardziej jasne staje się, dokąd chcesz zmierzać i jakie utwory chcesz wykonywać. Każdy artysta się zmienia; to nie jest radykalna transformacja, ale jest zauważalna różnica w brzmieniu. Kolejny album, który ma się ukazać 12 września, został nagrany tak, jak zawsze marzyłem: w tym samym pomieszczeniu z producentem i wszystkimi muzykami grającymi na żywo. Chciałem albumu z prawdziwymi instrumentami i muzykami, oddającego klimat miejsca, z którego pochodzę. Większość piosenek napisałem w różnych miejscach na świecie, szczególnie w Anglii i Los Angeles. Lubię wychodzić ze swojej strefy komfortu, jeśli chodzi o pisanie. Ale jeśli chodzi o produkcję, chciałem, żeby piosenki były mną, żeby były autentyczne, bo ostatecznie to moje historie. Dlatego nagraliśmy ten album w moim domu, a muzycy i producent dzielili moje codzienne życie, gotowali dla nich i tworzyli razem.
Czy jest piosenka, która odzwierciedla Twoją więź z ojcem?
Nie ma konkretnej piosenki, która przypominałaby mi mojego ojca, tak jak cała jego dyskografia . Ale jest jedna, którą stworzyliśmy razem, „Fall on Me”, która idealnie oddaje naszą autentyczną relację jako ojca i syna. Jest też jedna z jego piosenek, „Melodramma”, która za każdym razem, gdy jej słucham, przenosi mnie do miejsca, w którym się urodził i wychował. Nawet teraz przechodzą mnie ciarki, ponieważ muzyka czasami wywołuje tak żywe emocje i obrazy, że aż trudno to wytłumaczyć. To coś magicznego. Za każdym razem, gdy jej słucham, przenoszę się myślami do tamtych dni, jeszcze sprzed moich narodzin, do Lajatico, miasta, w którym się urodził.
eltiempo

eltiempo

Podobne wiadomości

Wszystkie wiadomości
Animated ArrowAnimated ArrowAnimated Arrow